poniedziałek, 23 października 2017

Czwarty w tym sezonie

Maraton Poznań!
Mój czwarty bieg na królewskim dystansie w tym sezonie.
Lubię starty wyjazdowe bo jest jak chłonąć atmosferę:-0
Do Poznania ruszyłam w sobotę
aby spokojnie odebrać pakiet:-)
Przygotować strój startowy.
Z serii jak nie będzie wyniku to będzie lans :-)))
Po raz pierwszy biegłam w koszulce biegu.
Bo dobrej jakości, trafiłam z rozmiarem 
no i w ulubionym kolorze :-)

Wieczorem jeszcze małe zwiedzanie miasta i obowiązkowy posiłek
I nastał dzień zero.
Pogoda zapowiadała się dobrze.
W miarę ciepło, zachmurzenie pełne,  no ideał.
Z dobrymi humorami i zapasem czasowym udałyśmy się na linię startu.
Porządnie zrobiłyśmy rozgrzewkę ,
pozbyłyśmy się bluz, kurtek i polarów.
I rozpoczęłyśmy odliczanie. 
Odliczanie trwało dłuuuuuuuugo.
Policja nie odebrała technicznie trasy 
i start ruszył 50 min później.
Uwierzcie mi , że to masakra jest.
Pierwszy raz coś takiego przeżyłam.
Całe przygotowanie, rozgrzewkę , nawodnienie 
trafił sz....
Zmarzłam, zastygłam ba nawet zgłodniałam.
Bo przecież powinnam już być po 2 punktach karmienia i nawadniania:-) 

Organizatorzy robili co mogli. 
Były 3 wspólne rozgrzewki
a nawet Mezo zaśpiewał piosenkę:-)
Wyciągnęli chłopaka ze startu bo też biegł :-)
Jednak szacun dla organizatorów, że komunikacja nie zawiodła
i cały czas wiedzieliśmy co się dzieje. 
W końcu ruszyliśmy.
Ja twardo w strefie na 4:00 (czyli tempo na 4 godziny )
z założeniem, że może zaatakuję życiówkę na 4:15 
Atmosfera super, kibice dopisali -)
Na 10 km czas zgodny z założeniami
Dalej twardo za pacemakerem na 4:00 
Na 18 kilometrze lekki kryzys ale cisnęłam tempo.
 Chciałam sprawdzić jak długo utrzymam taki bieg.
W momencie kryzysu wśród kibiców pokazała się Lidka i przebiegła ze mną kawałek.
Bardzo to pomogło.
Dzięki kochana!
Nie zapominałam o nawodnieniu i jedzeniu.

Połówkę zrobiłam w dobrym tempie 
w okolicach życiówki.
Wiedziałam, że jest dobrze.
Drugie spowolnienie dopadło mnie na 26 kilometrze. 
Czułam, że zwalniam i wiedziałam, 
że pierwsze 21 km w mocnym dla mnie tempie może się mścić.
Ale cóż było robić:-)
Krok za krokiem dalej.
Potem minęli mnie pacemakerzy na 4:15.
Wiedziałam, że to już jest nie do zdobycia.
Spoglądałam na zegarek analizując średnie tempo.
Wciąż była szansa pobić wynik z Krakowa.
Czekałam już tylko na ulice Grunwaldzką.
Wiedziałam ze będzie długa, 
że jest podbieg 
ale na końcu jest meta:-)

 Uwierzcie mi Poznań to górzyste miasto :-)
Szczególni na ostatnich kilometrach!
Wszyscy biegną to samo
wiec zacisnęłam zęby i dalej.
Na ostatnich kilometrach włączyłam turbo
i przyspieszyłam.
Nogi same niosły.
 Wiedziałam, że jestem blisko dobrego dla mnie wyniku.
W głowie też cały czas wracały słowa Michała
pacemakera na 4:30 że jak mnie dogoni to mi.....
I w końcu jest zakręt, 
skręciłam do mety na terenie Targów Poznańskich:-)
Widzę metę!!!
Już tak niedaleko.
Radocha ogromna,
złapana w obiektywie :-)


I ostatni krok 
meta przekroczona!!!! 
Potem już tylko medale, chwała i fotoreporterzy :-)))))))))))))))))))))))))))))
Jest czwarty medal do Korony Maratonów Polskich!!!
Jeszcze tylko Warszawa za rok!
Z radością zjadłam czekoladową mufinkę a nie banana :-)
Odnalazłam znajomych.
Prysznic i do domu.
Z uwagi na opóźnienie startu do domu dotarłam wykończona i po 19.00
ale szczęśliwa!
To mój kolejny bieg w Poznaniu i zawsze  jest super organizacja,
brak ścisku, wszystkiego starcza. 
Wolontariusze uśmiechnięci, pomocni.
Dużo kibiców bardzo pozytywnie zakręconych.
Serdecznie polecam
i pewno jeszcze tu wrócę:-)

W przyszłym roku zaplanowane 2 starty maratońskie.
Kraków i Warszawa.
Trzymajcie kciuki i do zobaczenia na trasie!


Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota

P.S. zdjęcia fotomaraton,pl,  Głos Wielkopolski, Maratończyk.pl i Daniel Musiał Foto Amatore, gazeta.pl





piątek, 20 października 2017

Elegancki koc za niewiele DIY

Co tu ukrywać :-)
Jestem stworzeniem ciepłolubnym
i w okresie jesienno-zimowym
podstawą przeżycia jest gorąca herbata i kocyk.
Kocyków oczywiście 
u nas nie brakuje
ale zawsze jest za mało :-)
Pamiętać trzeba, że nasz groźny pies kanapowy
też ma swoje wymagania 
i na skórzanej sofie nie poleży bez kocyka :-)
Pokazywałam już moje wydziergane na drutach dzieło 
i dosłownie własnoręcznie zrobiony kocyk xxl
W tym roku stwierdziłam, 
że nie będę kupować nic, nic, absolutnie nic do kolekcji kocyków
a jednocześnie miałam ochotę na taki śliczny :-)
Postanowiłam pokombinować i niewielkim kosztem 
zrobić kocyk, który bardzo mi się podoba ale jego cena już niekoniecznie.
I tak powstał designerski kocyk z chwostami!!!
Na początek kupiłam na przecenie w znanej sieci P kocyk
i dobrałam do tego włóczki.
Wybrałam 3 kolory od jasno do ciemno szarego.
Na początek trzeba zrobić chwosty/frędzle.

Przygotowałam sobie tekturkę o wymiarach 15 cm x 15 cm
Obwijałam około 30 razy włóczką dookoła.
W ten sposób przygotowałam 16 sztuk w 3 kolorach.
Potem pozostało już tylko przyszyć do koca.
Ja zrobiłam metodą na zakładkę,
dzięki temu po złożeniu koca 
chwosty nie zachodzą na siebie.
I tak tanio i bez ogromu pracy powstał kocyk
na tą jesień ;-)
Jak się człowiek zawija to ma wrażenie, 
że on taki luksusowy, modny i niepowtarzalny :-)
Kolorystycznie dopasowany do ostatnio zrobionych podkładek na stół

Jesienne klimaty rządzą oczywiście w domu
i bez dyni i światełek ani rusz.
Nawet szaro bure dni 
nie są straszne pod takim kocykiem :-)
Wpasował się idealnie :-)
i zgadnijcie kto najczęściej korzysta z nowego kocyka? :-)

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota



środa, 18 października 2017

Wykwintna kolacja

Czasem tak niewiele potrzeba ...
Wpadam do domu, jak zwykle późno
bo albo francuski albo trening albo...
I widzę,  że towarzystwo głodne
a wszystko co było przygotowane już odgrzali i pożarli.
Wtedy włącza się tryb awaryjny.
Wpadam do spiżarki, potem szybki przegląd lodówki.
A tam takie cuda!
Dżem z fig, który w prezencie przywiozła Agata po zielonej szkole w Chorwacji,
a w lodówce figi bo to sezon przecież
i już w głowie pojawia się plan.
Sery bardzo lubię wszelkiej maści,
więc też zawsze w lodówce coś jest :-)
I tak wyczarowałam niebanalną ale przepyszną kolację
i do tego na ciepło :-)
Tosty z serem brie i dżemem figowym.
Wyszły pyszne,
połączenie niebanalne :-)
Powtórzyłam mój sukces kulinarny 
i była szansa zrobienia kilku zdjęć.
Przecież najpierw trzeba nakarmić a potem obfotografować :-)

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota



piątek, 13 października 2017

Otwarte całą dobę

Witam w ten piękny piątek:-)
Każda kobieta wie, że w domu non stop otwarta jest kuchnia,
szczególnie gdy ma się dorastającego nastolatka w domu:-)
Non stop chodzi też pralka,
zatem pralnia też jest otwarta non stop ;-)
Pokazywałam jakiś czas temu metamorfozę naszej pralni
Dzisiaj czas na kilka słów,
jak ogarniam organizacyjnie pranie.
Z wykorzystaniem dzieci oczywiście.
Nie wszystkie dzieci wiedzą, że samo wrzucenie ubrań do kosza
na brudne pranie to nie koniec roboty ;-)
Dochodzi jeszcze pranie, suszenie i prasowanie.
O rozłożeniu po odpowiednich szafkach, szufladach
czy wieszakach nie wspominając.
Często kończyło się to tak, że po wypraniu i wysuszeniu,
człowiek, czytaj matka, ściągała suche rzeczy na wielką stertę 
i uciekała przed wizją prasowania tego wszystkiego.
Stwierdziłam, że czas na zmiany! 
Ogłosiłam na zebraniu domowym nowe zasady :-)
Każdy domownik dostał pojemnik na pranie.
Osoba ściągająca suche pranie od razu segreguje 
co jest czyje
i wkłada do odpowiedniego pojemnika.
W nagłych przypadkach poszukiwania tej bluzki co to dzisiaj
koniecznie trzeba ubrać do szkoły
nie trzeba przewracać wszystkiego
a jedynie znaleźć ją w swoim pojemniku.
Ponadto gdy biorę się za prasowanie to też ogarniam to pojemnikami. 
Nie przeraża wówczas wielka sterta ;-)
Potem wyprasowane ubrania składam 
do tego pojemnika i tyle.
Bo reszta to już należy do właściciela.
Dzieciaki zabierają pojemnik i rozkładają ubrania w swoich pokojach.
Tak to działa u nas :-)
Pralnia otwarta całą dobę ale dla wszystkich domowników :-)
Dzieciaki są wdrożone,
matka nie jest przerażona i daje radę z prasowaniem
Kolejny krok to każdy prasuje swoje 
ale na razie cicho bo jeszcze uciekną jak to usłyszą.
Wiem że potrzeba trochę miejsca na pojemniki
i mając pralnie jest łatwiej ale....
kombinujcie dla własnej wygody!!!!!

Dziękuję że zatrzymaliście się na chwilę na przedmieściach
Dorota